fbpx

Adam Bielecki: Jeśli pierwsze zimowe wejście na K2 będzie z tlenem, pokaże to słabość całego naszego sportu [ROZMOWA]


Bardzo łatwo jest mnie kontrolować: wystarczy powiedzieć, co mam zrobić i na pewno zrobię na odwrót. Gdy ktoś mi mówi, że mam wejść na K2, mam ochotę mu odpowiedzieć, żeby zrobił to sam – mówi Adam Bielecki, himalaista, pierwszy zimowy zdobywca Broad Peak’a i Gaszerbruma I.

Dominik Szczepański: Minęły dwa lata od śmierci Tomka Mackiewicza i akcji ratunkowej na Nanga Parbat. Co się zmieniło w twoim życiu?

Adam Bielecki: – Nanga sprawiła, że my, bohaterowie tej akcji, staliśmy się osobami medialnymi w większym stopniu. Osobiście, czuję się trochę zmęczony i przytłoczony zainteresowaniem i wszystkimi nagrodami, które otrzymaliśmy.

Mam też poczucie, że w życiu zawodowym zataczam koło. Kiedyś byłem amatorem, który pragnął zostać zawodowym wspinaczem i kiedy to się zaczęło dziać, media stały się integralną częścią mojego pomysłu na siebie. Kontakt z mediami nie był czymś, do czego dążyłem per se, był to po prostu środek, dzięki któremu mogłem zdobyć pieniądze na wspinaczkę w górach wysokich. A teraz koło się zatoczyło i trochę się wycofuję ze świata mediów. Znajduję przyjemność w jechaniu w góry dla siebie. Nie mam ochoty nikomu o tym mówić, nikogo wciągać w moje projekty. Czuję niechęć do prowadzenia mediów społecznościowych. Trochę uciekam od popularności, od festiwali, wywiadów. I od licytowania się na wyczyny sportowe. Szukam przyjemności w byciu w górach, a niekoniecznie w robieniu super przejść.

Stałem się bardziej rozpoznawalny, ale nie cieszy mnie to, nie jest źródłem fascynacji.

Jest jeszcze jedna rzecz: zimowa wyprawa na K2 i akcja ratunkowa na Nandze obnażyły cyrkowość medialnego szału wokół ośmiotysięczników i himalaizmu. Do głosu doszła niezdrowa fascynacja śmiercią, która w tych górach, oczywiście, jest, ale nie jest najważniejsza, nie jest celem, dla którego tam chodzimy.

Nie tylko akcja ratunkowa sprawiła, że staliście się bardziej rozpoznawalni. Duża w tym też zasługa zimowej wyprawy na K2.

– Jestem zmęczony całym zamieszaniem wokół zdobywania tej góry w zimie. Bardzo łatwo jest mnie kontrolować: wystarczy powiedzieć, co mam zrobić i na pewno zrobię na odwrót. Gdy ktoś mi mówi, że mam tam wejść, mam ochotę mu odpowiedzieć, żeby zrobił to sam. Inaczej mówiąc: mówienie mi, że jestem osobą, która wejdzie zimą na K2, tylko mnie demotywuje.

Mam też taką refleksję, że ośmiotysięczniki, o których marzyłem jako dziecko, nie są już tym, czym były kiedyś. Podczas ostatniej wyprawy na Annapurnę aklimatyzowaliśmy się na Langtang Lirung (7227 m n.p.m.). Tamte dni uświadomiły mi, że to, czego szukam w górach, być może prędzej znajdę w dzikich rejonach niż na samych ośmiotysięcznikach.

A co planem poprowadzenia nowej drogi na ośmiotysięczniku w stylu alpejskim i bez tlenu?

– Wciąż jest to bliskie mojemu sercu, wciąż mogę nazwać to obsesją i bardzo chcę to zrobić, ale mocno pociągają mnie techniczne wspinaczki na sześcio- i siedmiotysięcznikach.

Śledziłeś to, co działo się w tej zimy na K2?

– Kibicowałem i życzyłem dobrze wszystkim, którzy w zimie wspinali się na K2 w sposób uczciwy, sportowy, to znaczy – bez tlenu. Na zboczach tej góry działała wyprawa złożona głównie z Nepalczyków. Z premedytacją trollowałem ich w mediach społecznościowych, żeby dotarła do nich informacja, że jeśli użyją tlenu z butli, to będzie to nie w porządku.

Dlaczego?

– Myślę, że ich niezrozumienie wynika z różnic kulturowych. Wszystkie dotychczasowe zimowe próby wejścia na K2 odbywały się bez korzystania z tlenu z butli. Z szacunku dla tradycji nie powinniśmy pogarszać stylu. Jeśli wyprawa Andrzeja Zawady w zimie 1987/88 nie używała na K2 tlenu, to trzymajmy się tego. Zimowe wejście na K2 z tlenem byłoby jak obicie tradowej rysy – nie robi się tego. Jeśli wspinamy się po istniejącej od lat klasycznej drodze tradowej, to wbijanie tam spitów jest zbrodnią. Brakiem szacunku dla historii tego miejsca i pewnej kultury wspinaczkowej. I teraz przychodzą Nepalczycy, którzy mają gdzieś europejską historię wspinaczki. Nie obchodzi ich to, co działo się w zimie na K2 wcześniej. Chcą zaznaczyć swoje miejsce, walnąć pięścią w stół i wejść na szczyt. Nie obchodzi ich, jakich środków do tego użyją. Z mojej perspektywy to barbarzyństwo.

Napisałem do nich, że góry to strefy wolności, każdy sobie po nich chodzi, jak chce, ale stosowanie dopingu nie jest metodą na bicie rekordów w sporcie, a w przypadku pierwszego zimowego wejścia, o takim właśnie sportowym rekordzie mówimy. Człowiek, który wejdzie w zimie na K2 z tlenem, udowodni raczej swoją słabość, a nie siłę. Pokaże słabość całego naszego sportu – że nie daliśmy rady. Dopiero wejście bez tlenu będzie triumfem, pokazaniem, że człowieka stać, by wejść na tę górę zimą.

Niektórzy zastanawiają się, czy wejście bez tlenu z butli na K2 w zimie jest w ogóle możliwe.

– Jest. W związku z czym jestem absolutnie przekonany, że z tlenem też da się tam wejść. To jak najbardziej w zasięgu, bo z tlenem z butli jesteś w stanie wejść na szczyt w trakcie dwudniowego okna pogodowego. A takie okna tam występują.

A co z Denisem? Właśnie przygotowuje się do ataku szczytowego na Broad Peak, który zdobyłeś w marcu 2013 roku razem z Maciejem Berbeką, Tomaszem Kowalskim i Arturem Małkiem. Weszliście na szczyt jako pierwsi w zimie. Tylko, że Urubko twierdzi, że zima kończy się w lutym.

– Poruszyło mną, że Nepalczycy mogą wejść z tlenem na K2. Jeśli zrobi to Denis bez tlenu to w 99 proc. będę się cieszył, bo oczywiście każdy chciałby być na jego miejscu. Ale to, że wejdzie w lutym na Broad Peak? Nie rusza mnie to zupełnie. Denis ma prawo mieć swoją opinię. Poza tym w sporcie, a w alpinizmie w szczególności zawsze chodziło o to, żeby poprawiać styl. W 2013 r. wszedłem na szczyt najlepiej jak umiałem i uważam, że to było wejście zimowe. Ale nie będę kruszył kopii. Jeśli społeczność górska uzna, że to nie była zima, będę po prostu pierwszą osobą, która weszła na Broad Peak w marcu. Jeżeli ktoś wejście tam w lutym – super.

Zawsze chodziło o to, by wejść szybciej, trudniejszym wariantem, w bardziej wymagających warunkach, z mniejszą ilością sprzętu. Jeśli Denisowi się uda, to poprawi nasz styl, bo wejście w lutym będzie niewątpliwie realną poprawą. A skoro chce poprawiać nasze wejście, to znaczy, że miało ono sens. Drogi, a w tym przypadku wejścia, które nie są poprawiane, stają się martwe.

Cała ta dyskusja, kiedy zaczyna się i kończy zima nie wzbudza w tobie emocji?

– Żadnych.

Z jednej strony to, co mówi Denis, ma sens: to prawda, że w marcu dzień jest dłuższy i jest trochę cieplej, ale oczywiście nie ma to nic wspólnego z latem. Wystarczy popatrzeć sobie na moje zdjęcie zrobione na szczycie, gdzie z nosa wisi mi długi sopel. Z Gaszerbrumem I jest zresztą podobnie. W dalszym ciągu to wejścia o wiele bliższe srogiej zimie – tej ze stycznia czy lutego – niż sezonowi jesiennemu.

Gdyby więc Denis powiedział, że ostra zima jest tylko w styczniu i w lutym, to zgodziłbym się z nim. Tylko, że Denis neguje zimowe wejścia w marcu, a w ich miejsce uznaje wejścia od 1 do 20 grudnia. Tak samo jak 20 marca to nie 20 lutego, tak samo 1 grudnia to nie 1 stycznia.

Teoria zimy astronomicznej jest bardzo łatwa i logiczna. Ziemia okrąża słońce w ciągu 365 dni. Dzielimy to na cztery i mamy pory roku związane z nachyleniem osi naszej planety do płaszczyzny jej ruchu po orbicie. Kluczowym problemem zimy meteorologicznej jest konieczność wyliczenia innej zimy dla każdej góry. Bo każda góra jest inna, leży w innym miejscu, wypadałoby więc wziąć dane i wyliczyć najzimniejszy dla niej okres. To by było sprawiedliwe, ale też absurdalne.

Jakie masz plany na przyszłość?

– Planem numer 1 jest pełna rehabilitacja połamanej w sierpniu pięty. Brakiem pokory byłoby planowanie czegoś więcej. Kontuzja była poważna, ale na szczęście rehabilituje się bardzo szybko. Wróciłem do treningów, wspinałem się w Tatrach, wspinam się drytoolowo w skałach. W najbliższym czasie chciałbym pojechać w Alpy, ale trzy tygodnie dni temu oberwałem 300-kilogramową bryłą lodu, która jakimś cudem nie zmiażdżyła mi nogi. Słowem, chcę porządnie przewspinać tę zimę, nawet w niższych górach. Chcę też mocno popracować nad kondycją.

A wyższe góry?

– Chodzi mi cały czas po głowie powrót na Annapurnę, to moje nemezis, moja góra, moja droga, mój pomysł, fajny plan. Chciałbym tam wrócić jesienią. Być może uda mi się wcześniej zebrać duża ekipę ludzi w różnym wieku, wspinających się na różnym poziomie i pojechać do jednej ze słabo znanych dolin w Pakistanie. Słowem, zorganizować klasyczną, polską wyprawę eksploracyjną i poprowadzić nowe drogi na pięcio- i sześciotysięcznikach. Może udałoby się w wakacje. Chcę sam skompletować zespół, zebrać ludzi, których lubię i wiem, że się dogadają.

6 comments / Add your comment below

  1. Panie Adamie, to wspaniałe, że nie zatracił Pan tego, co najważniejsze. Życzę szybkiej kuracji po kontuzji i spełnienia zamierzeń. I czekamy na Pana w dolinach. Całego i zdrowego.

  2. Niesamowita osobowość. Młody człowiek bezlitośnie atakowany po Broad Peaku niestety nie tylko przez ignorantów… Nie poddaje się, jest sobą, nie gwiazdorzy. Czuje się przygnieciony nagradzaniem za uratowanie Elisbeth, ale chyba nie powinien – nagrody za takie akcje może uświadomią hejterom, że pomoc w ekstremalnych warunkach to heroizm, nie norma. Pierwszą zasadą wszelkich służb ratowniczych (a przecież pan Adam nie jest zawodowym ratownikiem), włączając te górskie, jest niesienie pomocy bez nadmiernego ryzykowania życiem. Nikt nie oczekuje, że strażak wejdzie w ogień kiedy wiadomo na 100%, że nie ma szans na przeżycie (chociaż oczywiście zdarza się, ze giną oni w czasie akcji), tymczasem pan Adam był po tej tragicznej historii grillowany, jakby był lekarzem , który w czasie swojego dyżuru odesłał do domu pacjenta z zawałem serca. Bardzo się cieszę, że się pozbierał, bo na pewno wiedział, że miał rację, ale to musiało być dla niego straszne doświadczenie. Mimo że jestem kanapową fanką himalaizmu – bardzo lubię o nim czytać, ale nie lubię zimna – nie rozumiem, jak łatwo ludziom przychodzi oblewanie szlamem himalaistów – ludzi z ogromną pasją, siłą, determinacją. Panie Adamie, życzę samych sukcesów – górskich i życiowych!

  3. Bardzo mądry człowiek, uwielbiam go słuchać. Polecam przeczytać jego książkę.
    Serdecznie pozdrowienia i dziękuję za ten wywiad!
    Agata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *